Katarzyna Glinka dołożyła wszelkich starań, by zabezpieczyć przyszłość swojego ukochanego synka. Jej pępowinowa krew jest swoistą "polisą" na wypadek (odpukać!), gdyby jej Filipek zapadł na jedną z tych strasznych chorób, które wymagają leczenia tzw. komórkami macierzystymi